Odkrycia archeologiczne, historia starożytna, zapomniane cywilizacje, prehistoria i paleontologia
Kategorie: Wszystkie | Wieści
RSS
piątek, 15 lutego 2008
Długa podróż do Ameryki
Około 40 tysięcy lat temu grupy ludzi z Azji zaczęły przedzierać się przez Syberię na wielką trawiastą równinę - Beringię. Myśliwi nie mieli tutaj kłopotów ze zdobyciem jedzenia. Żyły na niej bizony, mamuty, karibu, woły piżmowe, nosorożce włochate, konie i owce.

Ludzie żyli w Beringii aż 20 tysięcy lat. Nie mogli iść dalej na wschód gdyż drogę blokowały im dwa wielkie lodowce. Jednak jakieś 15 tysięcy lat temu klimat zaczął się zmieniać. Topniejące lodowce cofnęły się i otworzyła się droga na nieznany wielki ląd. Jakieś 1000-5000 ludzi wyruszyło na wschód. Ameryka została odkryta po raz pierwszy.

23:10, wojciech.pastuszka , Wieści
Link
środa, 31 października 2007
Zmiana adresu
Od dzisiaj nowe wieści tylko pod adresem http://archeowiesci.wordpress.com.
00:02, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (9) »
wtorek, 30 października 2007
1612, czyli o husarskich skrzydłach
1 listopada na ekrany rosyjskich kin wejdzie film "1612". Kosztująca 10 milionów dolarów superprodukcja przedstawia wojnę, w której Rosjanie wyparli z Moskwy wojska polskie.

W filmie Polacy obsadzeni są oczywiście w roli czarnych charakterów, ale za to robiących imponujące wrażenie. Nasze wojska składają się bowiem głównie z husarii, którą twórcy filmu uznali chyba za jego największą atrakcję. Nasi skrzydlaci jeźdźcy są głównym motywem plakatu, a trailer filmu pokazuje ich prawie cały czas.


Niestety, w rzeczywistości husarze z dwoma białymi skrzydłami na plecach nigdy nie byli pod Moskwą. W ogóle w XVII wieku byli oni dość rzadkim widokiem.

Za początek ciężkozbrojnej husarii w Polsce uznaje się rok 1576. To wtedy król Stefan Batory zaczął przekształcanie lekkozbrojnych husarzy (występujących w Polsce od początków XVI w.) w ciężką jazdę. Jedną z najistotniejszych zmian było zastąpienie asymetrycznej tarczy napierśnikiem. Miało to o tyle istotne znaczenie, że jeźdźcy dość często przypinali do tarcz skrzydła ptaków. Zwyczaj ten miał swoje początki w wywodzącym się z Bałkanów malowaniu na tarczach skrzydła i szponów drapieżnych ptaków.

Polscy jeźdźcy nie chcieli rozstawać się z ozdobą z piór i wkrótce zaczęli przypinać skrzydło z lewej strony siodła. Możliwe też, że przez pewien czas przywiązywali skrzydło do lewej ręki.

Ilustracja powyżej to fragment tzw. sztokholmskiego zwoju, który przedstawia paradę w Krakowie w 1605 r. z okazji ślubu Zygmunta III Wazy z Konstancją Habsburżanką. Widoczny na niej husarz z jednym czarnym skrzydłem przypiętym do siodła trzyma chorągiew Królestwa Polskiego. Za nim jechał cały paradny oddział husarzy złożony prawdopodobnie z najprzedniejszych towarzyszy z różnych oddziałów. To właśnie tacy jednoskrzydłowi jeźdźcy roznieśli szwedzką armię pod Kircholmem (1605), wygrali z rosyjsko-szwedzkimi siłami pod Kłuszynem (1610) i zapewnili Polsce wiele innych triumfów. Tak też, choć najpewniej mniej okazale niż na paradzie w Krakowie, wyglądali w rzeczywistości husarze, którzy dotarli pod Moskwę.

Ocenia się, że w pierwszej dekadzie XVII w. husaria stanowiła nawet 75 proc. polskiej jazdy. Potem jednak nadszedł kryzys. Ciężkozbrojni kopijnicy zaczęli przegrywać z ogromną siłą ognia zreformowanej szwedzkiej piechoty. Ich udział w jeździe spadł w latach 20. do około 30 proc. Jednak nawet ta skromniejsza liczba była europejskim ewenementem. Już żaden kraj nie utrzymywał opancerzonych kopijników.

Kolejną katastrofą były wyniszczające Polskę wojny w latach 1648-1660. Salwy walczących zza wozów Kozaków były dla husarii mordercze, a tatarska jazda za szybka. Coraz rzadziej szarża ciężkiej jazdy rozstrzygała bitwę. W tych trudnych czasach skrzydła prawie w ogóle zniknęły z husarskich szeregów. Były ważniejsze wydatki niż ozdoby z piór.

Skrzydła wracają do łask dopiero w czasach Jana Sobieskiego. I to najpewniej dopiero wtedy są one przypinane do pleców. Co prawda najwcześniejszy dowód takiego umieszczania skrzydeł znamy z rysunku wykonanego w 1645 r. (poniżej), ale nie przedstawia on opancerzonego husarza, ale pułkownika Krzysztofa Szczodrowskiego, który przybył wówczas do Paryża z polskim poselstwem.

Jednak nawet w czasach Sobieskiego widok dwóch skrzydeł na plecach pancernego jeźdźca był rzadkością. Często bowiem do zbroi mocowano tylko jedno skrzydło, a czasami w ogóle ich nie mocowano.

Oddziały husarii nie prezentowały się też tak wspaniale jak na filmach. Razem z zazwyczaj świetnie opancerzonymi i odpowiednio ozdobionymi towarzyszami husarskimi jechali ich pachołkowie, których wyposażenie było dużo pośledniejsze, np. często zamiast hełmów mieli czapki i nie nosili skrzydeł. Trzeba też pamiętać, że nie mamy żadnej relacji naocznego świadka, która by potwierdzała, że skrzydła rzeczywiście noszono podczas walki.

Skąd więc taka powszechność dwuskrzydłych husarzy? Ostatnim wielkim triumfem husarii była bitwa pod Wiedniem w 1683 r., gdzie zmiażdżyli wojska tureckie. Oddziały husarii istniały jeszcze co prawda przez kilkadziesiąt lat, ale były już prawie wyłącznie pięknie przystrojoną ozdobą parad. To z tego okresu pochodzi większość zachowanych zbroi. W XIX w. polscy malarze właśnie na nich opierali swoje wyobrażenie o skrzydlatych jeźdźcach rozbijających wrogów Ojczyzny. Tak powstała fałszywa wizja husarii utrwalana teraz w kolejnych filmach. I nie ma już od niej odwrotu. Richard Brzezinski w książce "Polish Winged Hussar 1576-1775" przyznaje, że w filmie "Ogniem i mieczem", przy produkcji którego był konsultantem, dostosowano się po prostu do oczekiwań widzów.

Jeśli nie wystarczył Wam ten krótki tekst, to polecam artykuł w IOH.

01:08, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 29 października 2007
Najlepiej zachowane prekolumbijskie stanowisko
na Karaibach odkryto w Puerto Rico
Archeolodzy z USA i Puerto Rico twierdzą, że odkryli najlepiej zachowane stanowisko archeologiczne Karaibów z okresu przed przybyciem do Ameryki Krzysztofa Kolumba. Może ono rzucić światło na prawie każdy aspekt życia dawnych mieszkańców rajskiego archipelagu.

Najbardziej imponującym znaleziskiem w Ponce na wyspie Puerto Rico są na razie kamienie pokryte petroglifami, które tworzą plac o wymiarach ok. 40 na 50 metrów. Wśród petroglifów jest męska postać z nogami żaby. Plac był prawdopodobnie używany do gry w piłkę lub ceremonii. Zdaniem specjalistów nie ma sobie równych na całych Karaibach.

Kolejne odkrycie w Ponce to kilka grobów ze szczątkami pochowanymi twarzą w dół z nogami zgiętymi w kolanach. Tak ułożonych ciał naukowcy jeszcze nie znaleźli w tym regionie.

Archeolodzy liczą, że znajdą jeszcze wiele innych zabytków pochodzących z 600-1500 roku n.e., w tym stosy śmieci, które zazwyczaj są największą skarbnicą wiedzy o życiu zwykłych ludzi.

Stanowisko jest znane od 1985 r., ale dopiero teraz archeolodzy zorientowali się jak bardzo jest cenne. Decydującą rolę odegrał w tym Korpus Inżynieryjny armii USA, który zaczął usuwać zabytki w związku z budową tamy. Po interwencji archeologów wojskowi zapewnili, że miejsce zostanie zachowane.

Na podstawie ABC News/AP (zdjęcie).

19:58, wojciech.pastuszka , Wieści
Link
sobota, 27 października 2007
Neandertalczyk z ognistą fryzurą
Najpewniej zdarzali się rudowłosi neandertalczycy - orzekli genetycy, którym udało się uzyskać fragment ważnego genu MC1R ze szczątków naszych wymarłych krewniaków. Podczas analizy fragmentu naukowcy natknęli się na mutację, która odpowiada za ognistą fryzurę.

- Neandertalczycy mieli prawdopodobnie pełną gamę kolorów włosów tak jak współcześni Europejczycy - od ciemnych przez rude aż po blond - powiedział BBC jeden z genetyków.

Badania pozwoliły też ustalić, że u Homo sapiens czerwone włosy wyształciły się niezależnie od neandertalczyków, gdyż odpowiadająca za to u nich mutacja jest inna niż u Homo sapiens.

Niegdyś podejrzewano, że rude włosy u niektórych Homo sapiens mogą być pozostałością po neandertalczykach. Miało to tłumaczyć dlaczego rudowłosi ludzie występowali tylko w Europie.

Więcej o rudych czuprynach neandertalczyków dowiecie się z BBC i z blogu Miggawki.

22:22, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 października 2007
Odkryto kanał łączący słynny kamieniołom
w Asuanie z Nilem
Granit z Asuanu spotkać można w najbardziej podziwianych egipskich zabytkach, m.in. w piramidzie Cheopsa w Gizie i w świątyniach w Karnaku i Luksorze. Już od dawna wiemy, że ważące czasami nawet 300-400 ton bloki asuańskiego granitu Egipcjanie przewozili Nilem.

Wykute w Asuanie obeliski Totmesa I (z lewej) i jego córki Hatszepsut w świątyni Amona w Karnaku. Pierwszy ma 21,8 m wysokości, a drugi 30,43 m i waży aż 320 ton. Ich górne części były niegdyś pokryte elektronem.

Egipscy budowniczowie doskonale zdawali sobie sprawę jak wiele wysiłku zaoszczędza im wodny transport, dlatego podprowadzali kanały pod największe budowle. (rysunkowa rekonstrukcja okręgu świątynnego Amona w Karnaku, w jej lewej dolnej części widać kanał, którym można było dopłynąc pod sam okręg). Teraz naukowcy odkryli, że Egipcjanie podprowadzili kanał również pod leżący dwa kilometry od Nilu kamieniołom w Asuanie.

Na fragment zasypanego kanału naukowcy natknęli się już w 2002 roku, ale badania utrudniały im wody gruntowe. Dwa lata poźniej za pomocą badań geologicznych zidentyfikowali jego 139 metrowy odcinek. Na przeszkodzie dalszym badaniom stanęły jednak autostrada i muzułmański cmentarz, pod którymi najpewniej kanał biegnie dalej ku Nilowi.

Zdaniem geologów Egipcjanie najpewniej wykorzystali naturalną szczelinę w granitowym podłożu, którą powiększyli. Naukowcy uważają, że kanał napełniał się wodą podczas wylewów Nilu, co znacznie ułatwiało załadowanie wielotonowych bloków. Robotnicy umieszczali bowiem głazy na ułożonych w suchym kanale tratwach i czekali aż woda sama podniesie ładunek.

Na podstawie National Geographic.

Największy blok jaki udało się Egipcjanom przetransportować to 450-tonowy obelisk Totmesa III, który stał kiedyś w Karnaku, a obecnie znajduje się w Rzymie, gdzie trafił w 357 r. n.e. Natomiast największy obelisk jaki próbowali zrobić waży około 1150 ton i ma blisko 42 metry długości. Pękł jednak nim całkowicie oddzielono go od skały i do teraz można go podziwiać w Asuanie.

12:51, wojciech.pastuszka , Wieści
Link
czwartek, 25 października 2007
Remont największego kopca Europy
Ma 40 m wysokości, 167 m średnicy i ponad 4500 lat. Stoi w południowej Anglii w hrabstwie Wiltshire, tym samym, w którym znajduje się Stonehenge. Jest dla naukowców chyba jeszcze większą zagadką niż słynny kamienny krąg. Mimo ponad 200 lat badań kompletnie nie mają pojęcia po co go usypano.

Autor: Greg O'Beirne.
Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0

Największy kopiec w Europie zwany Silbury Hill przechodzi właśnie gruntowny remont, gdyż zaczął się walić. Winni są naukowcy, którzy od XVIII w. wykopali w nim kilka tuneli i szybów próbując złamać tajemnicę budowli.

Przed zasypaniem zagrażających kopcowi tuneli naukowcy jeszcze raz je przebadali i odkryli u szczytu budowli dziury po palach oraz żelazne groty strzał. Zdaniem archeologów najpewniej są to pozostałości po saskim bądź normańskim forcie. Według jednej z teorii szczyt kopca został ścięty w XI wieku i dlatego teraz jest płaski. W przyszłym tygodniu robotnicy zaczną zasypywać tunele, więc warto skorzystać z galerii BBC i do nich zajrzeć.

01:51, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (2) »
środa, 24 października 2007
12 tysięcy zabytków w nielegalnym muzeum
Małe grzebienie z kości jelenia z XIII w. p.n.e., groty strzał, sprzączki pasów, biżuterię, renesansowe miecze i wiele sztuk renesansowej ceramiki - łącznie 12 tysięcy zabytków wartych zdaniem ekspertów miliony euro. Taki bogaty zbiór znaleźli włoscy policjanci w domu pewnego emeryta z okolic Wenecji, który urządził sobie prywatne nielegalne muzeum. - To co znaleźliśmy ma niezwykłą wartość, bo jest świadectwem całej historii tego regionu od XVIII w. p.n.e. do XVIII w. n.e. - mówią policjanci.

Mężczyzna zgromadził zabytki prowadząc amatorskie wykopaliska. Włoska policja sprawdza, czy handlował nielegalnie wydobytymi zabytkami, czy też gromadził je dla przyjemności. Zgodnie z włoskim prawem każde archeologiczne odkrycie musi być zgłoszone władzom.

Na podstawie ABC/Reuters.

20:00, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 października 2007
Neandertalczycy mówili równie dobrze jak my?
FOXP2 - tak nazywa się gen, który najpewniej odegrał ważną rolę w rozwoju ludzkiej mowy. Pechowiec, któremu trafiła się zmutowana lub nieaktywna kopia tego genu, ma problemy z artykulacją i niezbyt dobrze radzi sobie ze stosowaniem niektórych reguł gramatycznych. FOXP2 mają myszy, orangutany i inne zwierzęta, ale ludzki wariant troszkę się różni i to właśnie ta różnica - jak podejrzewają naukowcy - stoi za naszymi oratorskimi umiejętnościami.

Ostatnie badania genetyczne przeprowadzone przez zespół Svante Pääbo z Instytutu Maksa Plancka w Lipsku wykazały, że neandertalski FOXP2 był identyczny jak nasz. To oznacza, że neandertalczycy mogli być równie sprawnymi mówcami jak my. Identyczność genu oznacza też, że uzyskał on swoją obecną postać jeszcze przed rozdzieleniem się przodków Homo sapiens i neandertalczyków, czyli ponad 350 tys. lat temu.

Więcej na blogu Miggawki i w depeszy Reutersa.

22:27, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (5) »
sobota, 20 października 2007
Niezwykła figura z Moraw
- To odkrycie stulecia! - cieszą się czescy archeolodzy. W wiosce Mašovice, niedaleko miasta Znojmo w południowych Morawach wykopali fragment dużej figury kobiety z wypalonej gliny wykonanej około 7 tysięcy lat temu. Archeolodzy ochrzcili ją imieniem Hedvika (czyli po naszemu Jadwiga).

Odkrycie jest wyjątkowe z dwóch powodów. Po pierwsze na podstawie zachowanego fragmentu (od pasa w dół) naukowcy oszacowali, że cała figura miała aż 55-60 cm wysokości, czyli jest największym takim dziełem tzw. kultury morawskiej ceramiki malowanej.

Po drugie figura jest pusta w środku. Może to być spowodowane techniką jej produkcji (pełną rzeźbę trzeba dłużej wypalać), ale może też oznaczać, że figura była naczyniem używanym np. podczas rytuałów.

Ludzie, którzy tworzyli kulturę morawskiej ceramiki malowanej robią na nas największe wrażenie właśnie swoją ceramiką - ładnie malowanymi naczyniami (w tym w kształcie ludzi i zwierząt) oraz figurkami, których naukowcy znaleźli wiele w Czechach, Austrii, na Węgrzech i na Słowacji. Żadna jednak nie była tak wielka, jak ta z Mašovic.

Czescy archeolodzy mają nadzieję, że uda im się znaleźć resztę Hedviki. Obiecują, że odnaleziony fragment będzie można oglądać w muzeum w Znojmo już w przyszłym roku.

Na podstawie Radio Praha.

Kultura morawskiej ceramiki malowanej jest częścią kultury lendzielskiej, która występowała 7-6 tys. lat temu w części Europy Środkowej (w tym w południowej Polsce). Tworzący ją ludzie mieszkali w sporych osadach, które zazwyczaj lokowali na wzniesieniach i otaczali rowami oraz palisadami. Uprawiali zboża i hodowali bydło, a także wydobywali radiolaryt, z którego robili narzędzia. Pozostawili też po sobie całkiem duże cmentarzyska liczące czasami nawet kilkaset grobów.

22:55, wojciech.pastuszka , Wieści
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          













Najnowsze odkrycia archeologiczne


Archeologiczne sensacje, czyli the best of Archeowieści


Archeolodzy, pochwalcie się odkryciami!


Cuda świata
Willa cesarska Katsura w Kioto
Posągi Gudei
Matthias Grünewald – Ołtarz z Isenheim
Wielka Świątynia Azteków (Templo Mayor)
Sokół Tutanchamona

Złote czasy rocka


Kontakt z autorem